Węgry – specyficzny kraj

Węgry – specyficzny to kraj Na Węgrzech panował porządek i monotonia. Kiedy wjechaliśmy do tego kraju, wszystko wydawało się nam w nim takie same. I takie też wrażenie pozostało aż...

Węgry – specyficzny to kraj

Na Węgrzech panował porządek i monotonia. Kiedy wjechaliśmy do tego kraju, wszystko wydawało się nam w nim takie same. I takie też wrażenie pozostało aż do końca. Być może, gdybyśmy pojechali do któregoś z dużych miast, czy do stolicy, coś w naszym obrazie tego państwa na pewno zmieniłoby się. Jednak my przejeżdżaliśmy przez małe miasta i pola, więc to co zostało z tego krajobrazu, to właśnie pewna monotonia.

Przyroda na niezwykle płaskiej przestrzeni, zero gór, jezior, sama równina rozciągająca się wzdłuż i wszerz, i pola, pola, tylko pola. Od czasu do czasu te monotonię łamały małe miasteczka, bo trudno je nazwać wsiami. Właściwie nie było widać nigdzie wsi ani gospodarstw, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Te domki w miastach wyglądały bardzo jednakowo. Były małe, jednej wielkości, ułożone tak samo względem drogi i w podobnej odległości od chodnika, miały takie same wejścia do domów i bramy, i wszystkie miały takie same okiennice. Nie wiem, czy domki te były również gospodarstwami, i czy wewnątrz, za płotami i domami kryły się pola. Zastanawiające było dla nas to, gdzie pracują ci wszyscy ludzie, ponieważ poza tymi domami i schowanymi podwórkami, nic nie było widać, żadnych budynków użyteczności publicznej, żadnych budynków wyglądających na szkołę lub przedszkole. Od czasu do czasu jakiś mały sklepik.

Nie było tez na ulicach ludzi. W Polsce normalnie o tej porze byłoby mnóstwo ludzi, niezależnie od tego, czy przejeżdżalibyśmy przez wieś czy przez miasto. Tu były pustki, jakby wszyscy nagle ukryli się gdzieś, nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo na jak długo. Po prostu, te miasteczka z małymi domkami, wyglądały na wymarłe, co nie oznacza, że wyglądały strasznie. Domki, choć wszystkie jednakowe, przez to, że były niewielkie, i miały ładne okiennice, wyglądały raczej sympatycznie.

Na Węgrzech też były jakieś strefy przemysłowe, ponieważ zanim wjechało się do miasta, lub kiedy się z niego wyjechało, były takie jakby budynki gospodarcze czy fabryczki, albo też maszyny rolnicze – być może tam pole dzierżawi jeden większy właściciel, i ludzie nie mają swoich drobnych poletek. Może tam działa coś na zasadzie naszych dawnych PGR-ów? Widać to na postawie rodzaju upraw: poletka nie są pocięte na małe odcinki, gdzie na każdym rośnie coś innego. Są tam natomiast olbrzymie połacie tej samej rośliny, np. słoneczników, winogron czy innych roślin.

Być może, dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do tej monotonii, życie na Węgrzech w takim miasteczku byłoby dobre. Jednak jeśli ktoś tam nie urodził się i nie wyrósł, raczej trudno byłoby wbić się w te realia, a być może taki człowiek mógłby nabawić się depresji. To zależy od tego, co kto lubi. Na pewno miałby zapewniona cisze, spokój, spokój i jeszcze raz spokój.
mks

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0 (from 0 votes)

Podobne:

  1. Podró¿ z zegarem biologicznym Podró¿ z zegarem biologicznym Daleka, egzotyczna podro¿ to marzenie wielu osób. Gdy jednak ono siê spe³nia, zaczynamy dostrzegaæ pewne minusy. Niezmiennie nale¿y do nich zmiana czasu. Jeste¶my „zaprogramowani” na 24......

Rozwiń TAGI